brak komentarzy

Wiedeń – miasto z cesarzową w tle

Opublikowano: Listopad 1, 2013

brak komentarzy

Wiedeń – miasto z cesarzową w tle
Wiedeń to pulsująca życiem, nowoczesna metropolia, leżąca w samym centrum Europy. Równocześnie jest to miasto z historycznymi dzielnicami, pełne brukowanych uliczek, starych placów i romantycznych podwórek.

Przygotowania

Wycieczkę do stolicy Austrii planowaliśmy od dawna, ale jakoś nigdy nie było odpowiedniego momentu. Aż w końcu w ostatnim tygodniu sierpnia zapadła decyzja – kolejny weekend spędzimy w mieście Mozarta, Straussa i Haydna.

Szybko zarezerwowaliśmy hotel, zaopatrzyliśmy się w przewodnik (czyli nieodłączny element naszego bagażu podręcznego) i z niecierpliwością zaczęliśmy odliczać dni do wyjazdu.

Wiedeń przywitał nas deszczem, jednak parę chwil później zza chmur wyjrzało piękne słońce, zachęcające nas, by jak najszybciej załatwić konieczne formalności w hotelu i jak najprędzej wyruszyć w miasto. A plan zwiedzania był prosty – zobaczyć jak najwięcej, ale nie dać się zwariować.

Samochód pozostawiliśmy na parkingu i tradycyjnie zdecydowaliśmy się korzystać z siły własnych nóg oraz ze świetnie rozwiniętego transportu miejskiego. Metro (U-Banha), pociągi oraz tramwaje docierają do każdej części miasta. Po centrum najlepiej poruszać się metrem lub tramwajem, na obrzeża zaś najłatwiej dojechać pociągiem. Przy okazji polecam zakup biletu 24-godzinnego, który obejmuje wszystkie trzy środki transportu (bilet ważny od momentu pierwszego skasowania). Koszt: 15 Euro. Naprawdę warto.

Spacer po mieście

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Alser Strasse (miejsce to jest pewnego rodzaju punktem zbiorczym komunikacji – tutaj splata się kilka tras tramwajów oraz linia metra). Co prawda metrem można dojechać do samego centrum, my jednak postanowiliśmy na początek trochę pospacerować i wczuć się w klimat stolicy. Decyzja okazała się słuszna. Dosłownie na każdym kroku można zobaczyć coś ciekawego, pięknego, naznaczonego historią. Po wąskich, brukowanych uliczkach samochody jeżdżą dosyć rzadko, częściej można zobaczyć tam dwukonne dorożki, które przywołują na myśl czasy dawnego cesarstwa. (Na marginesie – sama przejażdżka dorożką, w zależności od trasy i długości wycieczki, to koszt: 40-80 Euro. Jak dla mnie – zbędny wydatek…) Błądząc – dosłownie choć bez większego żalu! (może tylko ja mam takie wrażenie, ale bez mapy, opierając się tylko na znakach rozmieszczonych co jakiś czas na rogach ulic, trudno jest dojść do wyznaczonego sobie celu) – pomiędzy architektonicznymi perełkami Wiednia, z niepokojem zauważyłem dziwną tendencję, a mianowicie zasłanianie budynków, bądź co bądź wiekowych i wartych pokazania światu, ogromnymi, kolorowymi reklamami. Szczerze mówiąc, nie wygląda to ani dobrze, ani zachęcająco.

alser strassekatedra św. szczepanawnętrze katedry św. szczepana

Z wizytą u św. Szczepana

W końcu docieramy na Stephansplatz, wokół którego rozmieszczone są liczne restauracje i sklepy z luksusowymi towarami, w centrum zaś umiejscowiona jest jedna z piękniejszych europejskich świątyni – katedra św. Szczepana. Katedra ta, zbudowana w stylu romańsko-gotyckim, imponuje swoim rozmiarem (jej wysokość to prawie 140 metrów), a jej wieże górują nad całym Wiedniem. Szczególną uwagę warto zwrócić na przepiękną fasadę oraz na dach, który pokryty jest 130 tys. glazurowanych, kolorowych płytek. Niestety podczas mojej wycieczki, ze względu na przeprowadzane właśnie prace remontowe, część zewnętrznej elewacji zasłonięta była siatką – szczęśliwie jednak zdobiły ją fotografie znajdujących się pod spodem części świątyni, a nie kolejna paskudna reklama.

Nie można pominąć też wnętrza katedry, kryjącego w sobie szereg dzieł sztuki, np. gotycki ołtarz skrzydłowy z Wiener Neustadt, ołtarz główny z obrazem, przedstawiającym ukamienowanie pierwszego męczennika – patrona katedry, potężny grobowiec Fryderyka III Habsburga, czy późnogotycką ambonę, zaprojektowaną przez Antona Pilgrama. Wstęp do katedry jest darmowy, jednak bez przewodnika (lub audioprzewodnika) można obejrzeć tylko nawę główną i transept. Za zwiedzanie katakumb i wież: południowej (tzw. Steffl) i północnej (ze słynnym dzwonem Pummerin) trzeba już niestety zapłacić.

W dawnej siedzibie cesarzy

Po opuszczeniu katedry udaliśmy się w stronę Hofburga, rozległego kompleksu pałacowego, na który składają się budowle z różnych epok. Ta dawna siedziba dynastii Habsburgów uważana jest dziś za symbol potęgi i bogactwa dawnej Austrii. W przewodniku czytamy, że na kompleks składa się 19 dziedzińców, 2600 pokoi, liczne muzea, biblioteki i ogrody – brzmi zachęcająco, choć od razu wiadomo, że podczas jednego wypadu nie sposób będzie zobaczyć nawet połowy atrakcji. W tej sytuacji, po przeprowadzeniu prywatnej selekcji, decydujemy się na zwiedzenie trzech miejsc: wystawy cesarskich sreber stołowych, Muzeum Sissi oraz apartamentów cesarskich (koszt biletu łączonego: 11,50 Euro/os.).

Do Hofburga docieramy od strony bramy św. Michała. Z przykrytej zieloną kopułą sieni, bezpośrednio przechodzimy do sal, pełniących kiedyś funkcję cesarskiej kancelarii. Aktualnie jednak parter zajmuje cesarska kolekcja sreber i porcelany, piętro zaś poświęcone jest postaciom cesarzowej Elżbiety i jej męża Franciszka Józefa (Muzeum Sissi i apartamenty cesarskie).

kompleks hofburgporcelana imaristary zamek - wiedeń

Kolekcja sreber stołowych

Zwiedzanie rozpoczynamy od obejrzenia ekspozycji sreber i zastaw stołowych. W skład bogatej kolekcji wchodzi wiele ciekawych przedmiotów związanych z gospodarstwem dworu cesarskiego – począwszy od garnków, brytfann i foremek, po wytworne zastawy, dekoracyjne patery i ozdobne, porcelanowe serwisy deserowe. Przy okazji można też zapoznać się z etykietą i „kulturą stołową” dynastii Habsburgów.

Naszą uwagę przyciągnęła przede wszystkim angielska zastawa stołowa, którą cesarzowa Sissi podarowała swemu mężowi jako prezent do pałacu myśliwskiego Offensee – w bardzo naturalistyczny sposób przedstawiono na niej rośliny, a także owady, ptaki i stworzenia morskie. Ogromne wrażenie robią też mediolańskie dekoracyjne patery, których łączna długość wynosi aż 30 metrów oraz zbiory przepięknej, wschodnioazjatyckiej porcelany imari.

Muzeum Sissi

Następnie, schodami cesarskimi, ozdobionymi lśniącymi sztukateriami i pozłacanymi wazami z brązu, przechodzimy do muzeum poświęconego pamięci pięknej cesarzowej. W sześciu salach wystawowych nagromadzono różne pamiątki z życia Sissi, pozwalające choć w niewielkim stopniu poznać jej złożoną osobowość. Wśród licznych eksponatów, szczególnie zachwycać mogą portrety cesarzowej, jej biżuteria oraz  kopie sukni, jakie nosiła w czasie swego wieczoru panieńskiego czy podczas koronacji na królową Węgier. Ciekawe są też pamiątki związane z jej pasją do jazdy konnej, dbaniem o zdrowie (w jednej z gablot można zobaczyć narzędzia dentystyczne osobistego stomatologa cesarzowej) czy miłością do podróżowania. Jedynym minusem całej wystawy jest brak możliwości fotografowania.

Cesarskie apartamenty

Kolejne 19 pomieszczeń daje możliwość poznania tej części Hofburga, którą zamieszkiwała najsłynniejsza cesarska para Austrii. Wszystkie pomieszczenia zostały w ostatnich latach odnowione i urządzone zgodnie z historyczną prawdą. W skład apartamentów wchodzą gabinety, salony i pokoje audiencyjne,  świadczące o świetności monarchii habsburskiej, a także pozwalające poznać osobiste historie mieszkańców.  Najbardziej interesujące okazały się prywatne pomieszczenia Sissi – garderoba, będąca równocześnie toaletką  i pokojem gimnastycznym (z drabinkami, drążkiem i kółkami do ćwiczeń, zawieszonymi we framudze drzwi) oraz sąsiadująca z nią łazienka.

W cesarskich ogrodach

Po wyjściu z cesarskich apartamentów, postanowiliśmy pospacerować jeszcze po kompleksie Hofburg. Największe wrażenie wywarł na mnie budynek Austriackiej Biblioteki Narodowej, ale i inne obiekty wywoływały w nas zachwyt. Bardzo przyjemnie było też przysiąść choć na chwilę na jednym z licznych dziedzińców oraz odpocząć w cieniu drzew w cesarskich ogrodach.

Nie mogliśmy również powstrzymać się od wstąpienia do Domu Motyli (choć cena biletu nie jest zbyt zachęcająca: 6 Euro/os.). Jest to jednak prawdziwy raj dla miłośników tych barwnych owadów. Setki motyli latają wolno po całym obiekcie.  Oczywiście zapewniono im tam odpowiednie warunki, choć dla ludzi nie są one specjalnie przyjemne – w motylarni jest gorąco i parno, jak w prawdziwej dżungli. Trudno też w takich warunkach zrobić dobre zdjęcia – nie dość, że same motyle raczej nie potrafią zbyt długo pozować, to jeszcze na obiektywie aparatu bardzo szybko osiada para.

dziedziniec Schönbrunn

W Schönbrunn

Dzień drugi rozpoczynamy wycieczką do pałacu Schönbrunn (zobacz również W wiedeńskim Wersalu, czyli z wizytą w Schönbrunn cz.1), czyli letniej rezydencji rodziny cesarskiej. Obiekt położony jest poza centrum, dlatego najłatwiej jest się tam dostać metrem (zielona linia U4). Na teren posiadłości wchodzimy przez żelazną bramę, po obu stronach której umieszczone są wysokie obeliski zwieńczone rzeźbami orłów. W tle widać już musztardowo-żółtą, barokową  fasadę pałacu.

Wielkość pałacu jest wręcz porażająca (1441 komnat, w tym 45 udostępnionych zwiedzającym), zadziwiać może jednak prostota budynku. Ze względu na cudowną pogodę, brak czasu i ograniczanie kosztów, nie zdecydowaliśmy się na zwiedzenie wnętrza pałacu. Przyjemność tę zostawiamy sobie na kolejną wycieczkę do austriackiej stolicy (mam nadzieję, że stanie się to już niedługo). Nie zrezygnowaliśmy jednak ze spaceru po tamtejszym parku, który rozciąga się na tyłach pałacu. Środkiem parku (a może raczej środkiem magicznych ogrodów) biegną szerokie aleje, prowadzące do fontanny Neptuna, powyżej której wzniesiona została Glorietta, czyli budowla typowa dla ogrodów w stylu francuskim. Na terenie parku znajduje się także labirynt, palmiarnia i zoo.

Parlament, ratusz i kościół wotywny

Po powrocie do centrum, postanowiliśmy bez specjalnego planu poszwędać się jeszcze trochę po mieście (od czasu do czasu korzystając oczywiście z miejskiej komunikacji). I tak dodatkowo udało nam się zobaczyć kilka bardzo ciekawych i wartościowych budynków, m.in. ratusz, austriacki parlament, Pawilon Secesji (ze złotą kopułą), Wiedeńską Operę Narodową (w której odbywają się słynne koncerty noworoczne), neogotycki Kościół Wotywny i barokowy kościół św. Karola Boromeusza.

W międzyczasie znaleźliśmy też chwilę na szybki posiłek. Za kilka Euro można zjeść naprawdę dobry obiad (rzecz jasna mówię tu raczej o pizzy czy porcji kiełbasek z chlebem z ulicznego stoiska, niż o tradycyjnym wiedeńskim sznyclu). Rewelacyjne okazały się również lody (bez względu na to, czy przed daną lodziarnią tworzyły się długie kolejki, czy też porcję smakołyku można było zamówić bez zbędnego czekania, za każdym razem lodowy deser był po prostu znakomity). Godny polecenia jest też Apfelstrudel, czyli strudel jabłkowy podawany na ciepło. Niestety nie udało nam się skosztować sławnego tortu Sachera, ale jakoś nikt nie miał ochoty na czekoladowo-czekoladową przekąskę.

zamek Schönbrunnpark SchönbrunnPrater

Na diabelskim młynie

Na zakończenie postanowiliśmy jeszcze zobaczyć Prater, będący jednym z najstarszych wesołych miasteczek na świecie. Jako że uważamy się za miłośników rozrywki, był to dla nas obowiązkowy punkt programu. Karuzele, kolejki, tunele strachu, strzelnice, czy wreszcie słynne diabelskie koło Riesenrad, to tylko niektóre atrakcje parku.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Po naładowaniu akumulatorów – pewnie na następne kilka miesięcy – trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości (w końcu poniedziałek jest zwyczajowo dniem roboczym). Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że jak najszybciej będziemy chcieli tam wrócić – Wiedeń ogromnie nas zauroczył! Cóż, teraz zostaje nam tylko planować  kolejną wyprawę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*